Po tak długim czasie... >> sobota, 19 września 2009 12:03:04
Weszłam sobie na tego bloga z ciekawości czy serwis go jeszcze nie usunął..Widzę t swoje dziecinne przemyślenia z przed dwóch lat, dotyczące osób, z którymi praktycznie nie utrzymuje już kontaktu, a także zalążki mojego uczucia do Przemka. Tak wiele rzeczy się zmieniło..we mnie, w otaczającym mnie świecie.
Zmiany są i będą, trzeba je akceptować, ale powiedz mi, co dalej? Człowiek żyje w tak pięknym świecie z tak bardzo ograniczoną możliwością dostępu do tego piękna..Większość życia spędza na dorastaniu do odkrywania owego cudu, a potem przychodzi krótki okres świetności, który mija naprawdę bardzo szybko i trzeba być czujnym,aby go nie przegapić. Zycie ludzkie może mieć naprawdę niezwykły i pełny wymiar tylko wtedy kiedy jest połączone z Bogiem, ale nie z takim, który siedzi w tabernakulum i wychodzi tylko na 1 h w niedziele.
Mam na myśli takiego Boga, który jest przy Tobie, który objawia Ci rzeczy, o których Ci się nie śniło, który mówi do Ciebie, który się o Ciebie troszczy,mam na myśli ŻYWEGO Boga. Wiesz, spotkałam takich ludzi,którzy mają głęboką wieź z Bogiem i on spełnia ich marzenia. Duchowe i materialne. Chcą mieć pieniądze na wakacje, modlą się i dostają je! To jest właśnie żywy Bóg.
Bardzo Go kocham i on bardzo kocha mnie, ale jest coś przez co nie mogę być z nim w pełni. mam nadzieję, że to minie i uwolnię się od tego.
Ostatnio często myśle o moim ojcu, biologicznym. Mieszka w Kanadzie, a dokładniej w Winnipeg-
Manitoba. Jest jakimś super lekarzem, który prowadzi organizacje szkolącą młodych chirurgów, jest jej szefem. Oczywiście wie, że ma córkę w mojej osobistej postaci, ale nigdy go nie widziałam ani nie próbował się ze mną skontaktować. Moja mama nigdy mi o nim nie mówiła, wszystko co o nim wiem znalazłam sama, w starych listach, zdjęciach, internecie i kartkach pocztowych. Z moją matką nigdy nie miałam dobrego kontaktu.Ona wini mnie za coś czego nie rozumiem, a ja automatycznie robię to samo i tak męczymy się od kąt pamiętam.
W dzieciństwie miałam przyjaciółkę dużo jej zawdzięczam. Tylko dzięki niej nie popadłam w paranoje spowodowaną barkiem tożsamości i nadmiaru samotności. Od roku nie mamy ze sobą kontaktu.
To by było na tyle, przynajmniej na dzisiaj.
komentarze [0]osz cholera >> sobota, 3 maja 2008 13:00:38
chyba jestem niepotrzebna
komentarze [0] >> środa, 27 lutego 2008 22:42:50
Nie dobrze, ze moje emocje ukierunkowałam w ten spsob, ale teraz nie mysle o tym, malo istotne, w ktora strone pognają.
Jak uwięzic mam w slowach swoje uczucia, juz nie umiem, są zbyt silne, sa zbyt narwane. rozplywajac sie dzis pod wplywem twego dotyku, było mi tak dobrze, ze chaialbym tak juz umrzeć. Mogłabym skonac w twoich ramionach z usmiechem na twarzy. Twoja dusza niespokojna, twoja dusza obskrobana z zaufania, doszczetnie. Bez przszyłości, raniac innych bardzo mi bliskich moje serce rwie sie ku twojemu.
Nie wiem czemu, zawsze trzymajac Twoja twarz w dłoniach, modle sie...
Boje sie...
o Ciebie,
o siebie
o uległosc moich oczu sie boje.
Nagle każda chwila bez Ciebie staje sie bolesna, nagle tęsknota mnie ogarnia, znow..
I oddlabym wszystko by obudzic sie z now przy tobie, kazdego ranka.
Sen nie przyjdzie, gdy Cie nie ma przy mnie...
wena nie purzyjdzie gdy jestes ze mna
komentarze [0] >> środa, 5 grudnia 2007 20:36:51
Nie wiem gdzie jutro posieje moje serce wiatr
Nie wiem gdzie bedzie sie znow borykać
Czy bede musiała szukać go w bezkresnej rzece wspomnień?
Czy na pustym polu imienia mego zdrobnień
A moze gdzieś w pustych kartach mojej głowy skryje sie cichutko
Może ucieknie zrozpaczone, roztrzaskane, niechciane...
Lepiej nie wracaj wcale...
Slyszysz serce nie chce cie, uciekaj
szybko! nie zwlekaj
Choć i tak bede wyć za tobą piskiem skomlącego psa
to nie zawracaj sie, nie oglądaj
nawet przez ramie nie spogladaj
zabij mnie obojetnoscią, zabij mnie nie czułoscia
A kiedy spotkamy sie na drogach codzienności
nie wyprzesz sie swej matki-obojetnosci
miniesz mnie obco, nie spojrzysz na mnie wcale
Takie Twoje przeznaczenie
Nienawidzić mnie wytrwale
I choć kochałm kiedys twoje uderzenia
kochałam kiedyś twego rytmu brzmienia
to odejdz teraz prosze ...
odejdz nie chce cie znać
odejdz nie karz mi czekać
Sen ukoi moje dłonie
A mróz ochłodzi skronie
komentarze [0] >> wtorek, 27 listopada 2007 17:56:09
O krnąbrna duszo, co bezwiednie poddajesz sie namiętnosci.
O biada twej czystosci!
O zagubiona duszo sieroty, co umierasz powoli ze swej tęsknoty.
O potargane dusze tych, ktorzy w imie miłosci dobrowolnie zeszli ze swiata.
Gdzie sie podziala wasza biala szata?
A ty? Mała duszyczko co u bram wiecznosci stoisz, czemu nie wejdziesz?
Czego sie boisz?
Chlopcze, twe szczescie odeszlo kiedy twa matka nienawisć na świat wydała.
To ona ci jej miłośc odebrała.
Kobieto co błąkasz sie na manowcach wiecznego odkochania. Ty co stracileś radość i ty co radość porzuciłeś. Ty Ty, ktoremu milość wyrwali i tyś co wzgardzil ludzką miłoscią, czystośćią, ty co igrałeś z niewinnością.
Co za brzemie nam daleś Boze?
Ilu na stracenie odchodzi w katorgach i mękach przez cud Twoj milosci stworzenia. Ludzkości wiecznego zniewolenia.
Ty wiesz jak wielu nas umiera, Ty wiesz pod iloma zapada sie ziemia z owego Twojego cudu.
Panie ile w niej Ciebie, a ile ludzkiego brudu?
Oh gdybym tak mogła wyrwać sobie serce, gdybym tak mogla ogołocić z chęci czułości ręce.
Ale nie moge...
komentarze [0] >> piątek, 16 listopada 2007 17:31:10
Klamco...karmiłeś ją zludzeniami
Klamco....zywileś ja okruszkami
czułosci...
Obludniku twoje rece nie byly czyste
Twoje slowa nie były wiekuiste
Pozegnales ja pocalunkiem
Zabiłeś ją gorzkich mysli trunkiem
morderco...nadzieje jej pogrzebałeś
Płozyles kwiaty na serca jej grobie
Odszedleś w umysłu chorobie
Kłamco!!!!
Kochales ja klamiac
dotykales raniac!!
nienawiść nienawisć ty pierwszy w jej sercu zasiałeś!!
komentarze [0] >> czwartek, 8 listopada 2007 17:22:36
Obrasta moje serece w kamien pustych wspomnień
obrasta moja głowa w kamien pustych dążen
Reka twa w mej glowie struny szarpie niczym twoje słowa szarpia mysli moje
Uderzajac mocno krwawiacymi palcami to znow z uczuciem dotykasz je delikatnie, aby zbytnio sie nie naderwały, a one jecza jakoby od twego dotyku umieraly.
Umieraja w katorgach i twa krwia splamione, moje mysli....
niedokończone....
komentarze [0] >> sobota, 27 października 2007 13:28:20
Coż z Twoich dłoni mi zostało?
Bolesne wspomnienie, miałam ich za mało
A z Twojego drżenia?
Powiew Twego nie kochania...
A z Twych pocałunków?
Mala aleja smutku...
A coz odzyskac moge z Twojego spojrzenia?
nutke obojetnosci,garstke cienia...
A z Twoich słow, co moge zatrzymać?
Uwielbianie mojego imienia?
Puste obietnice i marne serca wzniesienia...
Co dasz mi za dotyk?
Skrawek ciepła i nieznaczna ilosć czułosci?
Mdłości od tej piperzonej miłosci....
komentarze [0]Opowiadanie nr2 >> środa, 24 października 2007 23:31:21
Wiało, na ulicy jak nigdy panowała pustka. Kate stałą tam gdzie zwykle, czekając na kolejny przejaw męskiego egoizmu.
-Dziwka! -krzyknał jakiś mały chłopiec, który przechodzil po drugiej stronie ulicy
Kate zasmiała sie pod nosem
-Maly skurwysyn-odkrzykneła ironicznie smiejąc sie prowokująco- Zapytaj tate czemu juz mnie nie odwiedza!
Dziecko słyszac owe słowa, przyspieszyło kroku, po czym zaczeło biec.
Stukot jego krokow długo rozbrzmiewał w wąskiej uliczce, w ktorej stałą Kate.
Mialą na sobie czarne kabaretki,, ktore były gdzie niegdzie porwane, krótka czarną spodniczke i obcisły koronkowy gorset, ktory doskonale lezał na jej smuklym ciele. Przechcadzał sie teraz od smietnika do smietnika, aby rozgrzac swoje stopy, nagle w oddali zauwarzyła zarys czyjejś sylwetki,ktorą powoli wynurzała sie z mgły, był to meżczyzna dobrze zbudowany i dojrzały. Kiedy sie zblizał Kate zaczeły dreżć dłonie.
-Witaj Kate...
-Witaj John...
-Co masz mi dziś do zaoferowania?
Kate usmiechneła sie i połozyla reke na szyi meżczyzny,wbijajac mu swe paznokcie w skore, przyciagneła jego głowe do swojej i szepneła w ucho słowa, kotre sprawiły iż mezczyzna poddal sie jej całkowicie. Nie mogąc sie opanować, zaczął zrywać z niej gorset .gryzl jej szyje i całowal jej wargi, pieścił jej piersi, gdy poczul iż rece, ktorymi Kate własnie zabieral sie do roboty drżały
-Drżysz Kate...
-Daj spokoj John..-powiedziała lekceważaco dziewczyna i wrocila do swego zajecia, probujac z całych sił opanować drżenie....
-To ile?
- Tyle co zwykle
John wyjał pieniadze z kieszeni i popatrzył na Kate, napawała go podnieceniem, pożadaniem ,a le jednocześnie czuł z nią jakas wieź, wkońcu kochał sie z nia juz od 2 lat
-Moge cie o cos zapytać?
-No smiało?
-Za każdym razem kiedy sie kochamy, drża ci rece..
-po pierwze nie kiedy sie kochamy ale kiedy uprawiamy seks, po drygie...a co Cie to własciwie obchodzi John?
-Nie, no..tak tylko pytam..
Kate podeszła do mezczyzny i dotkneła jego twarzy
-Jesli myslisz iż to Twoja zasługa to sie mylisz kochany, to od ćpania i od alkoholu.
-Kate, daruj sobie z tym ćapniem..
-Ej! Hamuj! o czym ty w ogole ze mna rozmawiasz? Zrobilam swoje? To spadaj!
-Spokojnie, martwie sie o ciebie zrozum!
-Słuchaj John nie potrzebuje Twojej litosci, wiec wynoś sie juz do jasnej cholery!-krzykneła ze łzami w oczach dziewczyna
John odszedl w milczeniu. Kate,dopieła ostatni guzik w gorsecie i płaczac pobiegła w strone miejsca, w ktorym spałą. Jej dusza krzyczała ,a ciało było jeszcze gorące.Tyle razy obiecywała sobie, ze to rzuci, że skonczy z prostytucja i narkotykami, tyle raz...jednak na prozno
komentarze [1]Małe opowiadako >> wtorek, 23 października 2007 16:01:03
Leżeli w białych prześcieradłach, mocno wtuleni w siebie, ona sciskała go jakby była sie ze ucieknie, on jedną reka gładził jej wlosy drugą trzymal pod głową, spali...Niczym dwoje niewinnych dzieci. Światło powoli wbijało sie przez okno, a potem dotarło do jego oczu. Obudził sie. Najpierw swoje oczy skierował w strone okna, aby zidentyfikować co przerwało mu tak błogi sen. Słonce....Ostre
zimowe słonce....poczul jak przeszywa jego oczy, prawda zawsze pojawaiała sie w najmniej odpowiednim momencie i budziła go ze slodkiego snu nieswiadomosci. Wział gleboki oddech i poczul ze na jego piersi leży jej głowa.
Przypomnial sobie ubieglą noc. Najcudowniesza noc w jego zyciu...Nie chiał aby sie obudziła, wolałby zasnac z nia na wieki, znow przez głowe mu przeleciały mysli o zyciu wiecznym, własnie je zaprzepascił...Czy Bog wybaczy mu miłośc?Czy Bog wybaczy mu, ze kocha kogoś bardziej od Niego? Swiadomosć piekła go przerażała, ale tez nie załowal ani chwili, ktorą wczoraj z nia spedził. Kiedy tak myślal, dziewczyna powoli zaczeła sie budzić, scisneła jego torsswymi dłonmi z całej sily po czym podniosla głowe. Usmiechnela sie i ułozyla sie przodem do niego . wycigneła reke, dotkneła jego twarzy , zatrzymala sie na policzku i ze łzami w oczach zapytałą
-Dlaczego?
-Dlaczego, co?
-Jestem glupia...
-Nie, nie jesteś, co sie stało...?
Dziewczyna podniosla sie i usiadłą, byla całkiem naga, ale skrzetnie okrywała sie przescieradłem, choć znał jej ciało na pamieć nadal napawało go podnieceniem.
- Kocham Cie..
-Kochasz? To tylko słowa Adrian!
Na półce lezały papierosy, siegneła po nie
- Co robisz?-zapytal zdumiony chlopak, gdy ta podpalała fajka
-Zaplam
-Przeciez ty nie palisz!-stwierdził i zabrał jej papierosa zanim zdazyla włozyć go do ust
- Kocham cie, kiedy u dibała to zrozumiesz!?
Dziecwzyna szybko zblizyla swoja głowe centralnie do glowy chlopca i rzekła
-Kiedy w koncu powiesz to naprawde, do diabala!
Chłopiec wyciagnał reke i brutalnie ale jednoczesnie z wielka czuloscia przyciągnał ja do siebie i pocałował
Uwielbial całowac ja wasnie w takich moemnatch, kiedy byla na niego wsciekła. Poczuł łzy na swoim policzku, ale nie byly to jego łzy...
Złapał jej twarz w swoje dłonie i spojrzał na nią, płakala, znow miała smutek w oczach
-Kocham cie, zawsze bede i nie pozwole, zeby kto kolwiek kiedykolwiek sprawil, abyś myślala inaczej-wycedzil przez zęby. Kiedy wypuscił ją z rak
powoli osuneła sie na jego pierś, wtuliła sie i płakała,on nic nie mowil, przytulil ja z całych sił
-Powiedz ze nigdy nie odejdziesz....-szepnela
- Obiecuje, ze nigdy od Ciebie nie odejde, malutka
Tulil ją i kołysal przez długi czas, aż w koncu sie uspokoila
Kiedy A wyszedl do łazienki, Iza powolli wstala i okryta prześcieradłem podeszla do okna, Padał śnieg.
" Boze"-zaczela"Boze dziekuje ci za Adriana, Panie....pamietaj o mojej mamie...."-łzy same napłyneły jej do oczu, tak dawno sie nie modlila, ze wzruszył ja sam fakt, iz w ogole to robi. Nagle ogarnało ja poczucie winy, nie wiedzieć czemu, zapragneła natychmiast wyjsć na dwór. Zrobila to. Owinieta tylko w przescieradło wyszla na dwor, powietrze było straszne, kroiło jej cialo na drobne kawałeczki, a mroz natychmiast je sparazlizowal, lecz to jej nie przeszkadzało. Usiadał na sniegu, gapiąc sie w słonce. Nagle poczula ze odpływa, powoli przestawala czuć swoje ciało.Poczula jak jej głowa uderza o grude sniegu, a gdzieś w oddali słyszała głos Adriana....
komentarze [1] >> czwartek, 20 września 2007 18:07:04
Wyciągam ręke w Twoją strone
Twoje oczu takie ode mnie oddalone
Gdzie jesteś? Czy bladzisz?
Przed siebie pognałęś
Bo inaczej nie umialeś
Ej wracaj mlody czlowieku
nie ma na twej twarzy sladu usmiechu...
Gdzie zabladzilęs w swym wedrowaniu?
Ej wracaj pobiegłes za daleko
I znow płaczesz bo rozlałeś mleko...
Nie ma cie tu ani troche cie tu nie ma
zapadla sie miedzy nami ziemia
skacz!
boisz sie...
nie warto ryzykowac życia..
komentarze [0] >> czwartek, 6 września 2007 20:08:20
Nie tesknie za toba takim jakim teraz jesteś...
nie tesknie za tym spojrzeniem jakim teraz mnie obdarowujesz
nie tesknie za twoimi wlosami, ktore teraz chowasz pod czapka
nie tesknie za twoimi slowami, ktore teraz wypowiadasz tak obojetnie..
za tym nie tesknie wcale
tesknie za twoim usciskiem tak czulym i bezpiecznym
tesknie za twoim głosem tak nieustabilizowanym a zarazem statecznnym
tesknie za slowami kotre wypowiadales, ktore cichutko do ucha mi szeptaleś
za twoimi wytartymi spodniami
za twoimi slodkimi jak krew łzami
za twoimi włosami
i tesknie też za tym jak na mnie patrzyleś, przez jedno spojrzenie cały mi sie otworzyles i wiedziałm już ze moge ci zaufac, moge odpoczas wtulic ci sie w ramiona nie balam sie że bede rozczarowana ani zaskoczona...
Ale włozyleś to wszystko pod czapke...
beznadziejene i glupie ale coż....
Szłam dziś droga na kotrej koncu zawsze na mnie czekałes
z dala zawsze reką mi machałes
szlam nia sama posrod lisci
a samotnosć szelescila mi pod butami
czasem zapominam ze nie stoisz juz tam gdzie stałeś zawsze
zwracam głowe w tamto miejsce
ale tam juz cie nie ma
mokra bardzo mokra ziemia
na kotrej leze
samotnościa wieje na tej drodze tak mocno ze już ustac nie moge
wiec rzucam sie na ziemie i popadam w głeboką trwoge
Z wiatrem łzy poszubuja
w glowie obrazy przylatuja....odlatuja
wstac juz pora
lecz nie moge
samotność zeżarła mi noge
wiec kulawo przez życie do celu
" nie placz skarbie bedzie ich jeszce wielu"
kulawa panna w lisciach zasypana
leży całkiem nieżywa
i potargana...
komentarze [0]Nic naprawde nic nie pomoze jesli ty nie pomożesz dziś miłosci... >> wtorek, 4 września 2007 21:20:12
Bo miłośc ma pierwsza musneła mnie w twarz
pocalowala czule tylko raz
piesciła me palce
mysli rozganialą i ze zyc pragnelam sprawialą
zakrecila sie tu i tam
narobiła zamieszania
ale szybko spieprzyla, bo zbyt słaba byla...
kurtko tak trwala, a takie brzemie mi podarowała
i choć nie mysle i nie czuje juz czesto tak
to i tak zawsze bedzie mi czegoś brak
rozstawileś straże w okol moich snow
boje sie ze nikt nigdy nie bedzie mial wstepu tam znow
i choc gdy widze cie teraz to obojetnieje
to i tak w srodku me serce boleje
bo juz nie patrzysz na mnie tak
jak?
juz nie widze tego w oczach twych
i tylko blagać mi pozostalo zeby na dnie twego spojrzenia pozostał slad mojego istnienia.......
o takie tam pierdu pierdu moje beda ....
komentarze [1]
Szablonik zrobiła
SzaraMona